Zawsze wiedziałam, że słodycze są niezdrowe, a biały chleb lepiej zastąpić pełnoziarnistym. Ale nic z tym nie robiłam. Etykiety w sklepie miały długie listy obco brzmiących składników. Myślałam, że tak musi być.

Pierwszym takim lekkim wstrząsem (w 2012 roku) było obejrzenie filmu: „Świat według Monsanto„. https://www.youtube.com/watch?v=69NlCIYaN-g Jednak szybko o tym zapomniałam.
W 2015 roku urodził się mój najmłodszy synek. Bolało mnie gardło, odezwały się zatoki. Nie mogłam pójść do apteki i kupić leków bo karmiłam piersią. Przypomniałam sobie o kapuście, która jest dobra prawie na wszystko 🙂 Pomogło. Po tygodniu picia soku (robionego domowym sposobem w blenderze) poczułam się lepiej.

Na urodziny dostałam bony do sklepu z agd i kupiłam wyciskarkę do soków – taką na jaką aktualnie było mnie stać – i można powiedzieć, że od tego wszystko się zaczęło tak na dobre. Nie chciałam by moja rodzina jadła tak jak dawniej. Chociaż moje dzieci nigdy nie dostawały coli czy czipsów nasza dieta opierała się na konwencjonalnej żywności czyli powszechnie dostępnym pożywieniu sprzedawanym w sklepach. Pełnym chemicznych środków, modyfikowanym genetycznie.

Zaczęłam czytać o zdrowym odżywianiu w książce Górnickiej, która od dawna stała u mnie na półce. Moja świadomość zaczęła rosnąć. W czerwcu obejrzałam kolejny film francuskiej dziennikarki Marie Monique Robin: „Trucizna nasza powszednia„. https://www.youtube.com/watch?v=JSLhHWYzHyQ

Zdałam sobie sprawę z tego, że wiedza zobowiązuje, nie można być ignorantem. W tym wszystkim otrzymałam wsparcie męża i dlatego pomimo trudności cały czas mam siłę by wytrwać w naszych działaniach i postanowieniach. Jakie one są? To temat na kolejny wpis 🙂

Piąteczka