Na pierwszy rzut poszła pszenica. Nie chciałam jeść czegoś co jest wysoce przetworzonym, zmodyfikowanym genetycznie zapychaczem, który obkleja jelita. Początki były trudne ponieważ dużo piekłam i lubiłam to robić. Ciasta, torty, muffinki, tarty. Wszystko to na białej mące. Zaczęłam momentalnie tęsknić za drożdżówką z kruszonką. Nie ma co ukrywać, że ciężko jest nagle przestać jeść zwykły chleb, który gościł u nas w domu codziennie. Najpierw zamieniliśmy go na orkiszowy. Ale jak się okazało był pełen chemicznych dodatków.
Teraz kupuję na piątkowym targu chleb czysto żytni (Pure seigle). Mam nadzieję, że jest na zakwasie, który usunął szkodliwe fityny i nie ma szkodliwych dodatków. Kolejnym krokiem pewnie będzie wypiekanie własnego chleba ale póki co kupujemy go na targu.
Udowodniono naukowo, że dieta oparta na białej mące pozbawionej wartości odżywczej powoduje szereg chorób. Często można spotkać się z nietolerancją na gluten, szczególnie ten występujący w nowoczesnych, zmodyfikowanych gatunkach pszenicy. Lepszy jest orkisz, płaskurka czy samopsza. Dieta bezglutenowa stałą się obecnie dość popularna i są ku temu powody. Aktualnie mam w domu mąkę żytnią, orkiszową, jaglaną, gryczaną i migdałową. Niestety szczególnie ta ostatnia nie należy do najtańszych ale tak jak gryczana czy jaglana jest bezglutenowa.
Piąteczka
