„Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek,
a na tym stoliczku pleciony koszyczek,
W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek”
Wiersz Jana Brzechwy przypomina mi smaki dzieciństwa.
Któż z nas w dzieciństwie nie zajadał się jabłkami. W naszym domu skrzynka jabłek starczała na tydzień. Pyszne stare odmiany hodowane w Polsce takie jak chociażby kosztela, koksa, malinówka, szara reneta, papierówka rosły w ogrodach naszych dziadków czy rodziców. Są nie tylko smaczne ale jak przekonują naukowcy również bardziej wartościowe niż nowe odmiany. Potwierdziły to liczne badania, których nie będę tu przytaczać. Wspomnę tylko, że dawne odmiany mają m.in. więcej antyoksydantów, witaminy C oraz tzw. suchej masy czyli mówiąc w skrócie zawartości jabłka w jabłku. W dodatku drzewa starych odmian są bardziej odporne na szkodniki, choroby i mróz przez co nie wymagają chemicznej ochrony.
Polecam jabłka z robaczkiem czyli te ekologiczne. Bez ogromnej ilości pestycydów i herbicydów, które sprawiają, że obecnie jabłka są klasyfikowane w czołówce owoców najbardziej skażonych chemią.
Pieczone jabłka
Umyłam jabłka, wydrążyłam środki pozbywając się gniazda nasiennego. Włożyłam po 3-4 rodzynki, później maliny. Posypałam mąką migdałową i wstawiłam do nagrzanego na 160 stopni piekarnika na około pół godziny (aż do pęknięcia jabłek).
Podałam dzieciom na podwieczorek z brązowym ryżem polanym syropem klonowym.
Składniki:
- 5 jabłek
- mrożone maliny (około 20 sztuk)
- rodzynki (garść)
- mąka migdałowa
Znane angielskie przysłowie mówi: „An apple a day keeps the doctor away” lub w polskiej wersji : „Jedno jabłko z wieczora i nie trzeba doktora”
Piąteczka

