Kilkadziesiąt dni temu, a dokładniej w maju wreszcie przestałam ulegać propagandzie przemysłu mleczarskiego. Całe życie żyłam w przekonaniu, że mleko jest zdrowe. Przecież potwierdzali to lekarze.
Kampania społeczna: „Pij mleko! Będziesz wielki” wydaje mi się taką reklamą przemysłu mleczarskiego. Miała na celu wyprzedaż nadwyżek mleka zalegającego w magazynach. Tak jak kiedyś akcja „Cukier krzepi” sprzedaż nadwyżek cukru. Może bardziej właściwa byłaby akcja z hasłem: Pij mleko będziesz kaleką!
Dowiedziałam się, że mleko krowie jest niezdrowe. Szkodzi moim dzieciom, dla których jak każda matka chcę jak najlepiej. Co zrobiłam? Oczywiście natychmiast przerażona swoją bezmyślnością przestałam podawać mleko krowie moim najbliższym. Przez pierwszych kilka dni dzieci pytały się o mleko i czemu już nie dostają go na śniadanie i kolację. O dziwo bardzo szybko zapomniały. Na początku kupowałam na piątkowym targu świeże, niepasteryzowane i ekologiczne mleko owcze i kozie. Teraz kupuje dzieciom jedynie jogurty kozie i czasami biały serek kozi. Oczywiście ekologiczne.
Muszę się przyznać, że dawałam im do picia mleko UHT. Czyli najgorsze z możliwych. Zazwyczaj piły mleko dwa razy dziennie rano i wieczorem. Podczas kontrolnej wizyty lekarskiej (ONE) powiedziałam, że nie daję już dzieciom mleka bo dowiedziałam się o jego szkodliwości. Pani doktor nadal twierdziła, że mleko jest niezbędne w diecie przedszkolaków. Odradziła tylko kupowanie mleka UHT.
Tymczasem dla mnie sprawa stała się jasna. Mleko krowie przeznaczone jest dla cieląt a nie dla ludzi. Człowiek w swojej naturze nie został zaprogramowany tak żeby pić mleko krowie. Co dopiero mleko produkowane w fabrykach. Od krów, które przez całe życie spędzają w ciemnej oborze, a nie jak w reklamie na zielonym pastwisku. Poznałam dzisiejszy proces produkcji mleka i mówię mu stanowcze NIE!
Przyznaję, że nadal jemy masło i jeszcze z niego nie zrezygnowaliśmy. Jest to sprawa moich przyzwyczajeń i upodobań kulinarnych. Po prostu uwielbiam smak masła. Na szczęście potrafię doskonale rozpoznać dobre masło. Nigdy też nie używałam margaryny. Na pewno o tym napiszę w jednym z kolejnych postów. Do poniedziałku kupowałam bio masło w supermarkecie Colruyt w 100 procentach ze śmietany. W ten poniedziałek idę do sklepu, biorę kostkę masła i co widzę? Etykieta jest mniej zielona, nieznacznie zmieniona. To od razu wzbudziło mój niepokój. Niestety słusznie. Skład masła pozostał zmieniony! Przepisy mówią, że aby masło nazwać masłem musi się ono składać z co najmniej 82% tłuszczu mlecznego a nie 100%. Resztę mogą stanowić różne domieszki np. tanich i kiepskiej jakości olejów roślinnych. Tak też się stało. Produkt bio z Aldiego czy Delhaize nazywany masłem dla mnie nim nie jest. Ma inny zapach i smak. Napis eko czy bio na opakowaniu może uśpić naszą czujność. W przypadku masła łatwo to zweryfikować. Wystarczy ocenić zapach i konsystęncję w sklepie. Musiałam wybrać się do ekologicznego sklepu. Do wyboru miałam masło z trzech różnych firm. Dwa z nich okazały się być masłem 82% z domieszką.
Warto dodać, że doktor J. Fuhrman stanowczo odradza podawanie masła dzieciom. W swojej książce: „Zdrowe dzieciaki” zamieszcza listę tego co najbardziej szkodzi dzieciom. Jest to masło i ser, które wymienia na szczycie spisu. Argumentuje to tym, że zawierają mnóstwo tłuszczów nasyconych i szkodliwych substancji chemicznych.
Polecam filmik: https://www.youtube.com/watch?v=zaT6aXQt3ik
Ps. Już niedługo wpis o alternatywnych źródłach wapnia.
Piąteczka