Dzisiaj nie będzie nowego przepisu. Weekend zaowocował kilkoma przemyśleniami którymi postanowiałm się z Wami podzielić.
Gdy postanowiłam zmienić sposób odżywiania naszej rodziny wcale nie okazało się to proste. Im więcej czytałam tym jaśniejsze stawało się to, z jak wielu rzeczy trzeba będzie zrezygnować. W głowie pojawiały się różne myśli w stylu: Tego nie wolno, tego też nie wolno, więc co jeść, co teraz gotować? Tak żeby podać dzieciom zdrowe i zbilansowane posiłki. W moim umyśle zapanował chaos, którego do teraz nie udało mi się jeszcze pozbyć. Spowodowany jest pewnie wyjściem ze strefy komfortu, którą sobie stworzyłam, przyzwyczajeń, nawyków. Ale wiem, że jestem na dobrej drodze.
Najważniejsze przy zmianach jest poukładać sobie w głowie. Ze zdrowego jedzenia trzeba się cieszyć. To jest przecież dla nas dobre.
Zmieniam swój styl życia, niektóre formy spędzania wolnego czasu, jakim jest dla mnie np. oglądanie wybranych programów w telewizji. Dodam jako fanka tego typu rozrywki, że nie pomoże oglądanie Master Chefa, Top Chefa, Ugotowanych, Piekielnej Kuchni czy Kuchennych Rewolucji.
Najlepsze są jak najmniej przetworzone i proste potrawy. Jedzenie nie może być celem w samym sobie. Ma nam służyć. Jemy żeby żyć, a nie odwrotnie. Głównym celem jedzenia nie powinna być przyjemność ale odżywczość. Niby to takie oczywiste ale jasne jest też wiele innych rzeczy których nie robimy. To co jemy powinno być smaczne, nie powinno być przykrym obowiązkiem. Nie chcę, żeby ktoś mnie źle zrozumiał 🙂 Gotowanie dla innych i podawanie im jedzenia sprawia mi radość. Cieszę się kiedy możemy razem usiąść do posiłku. To tworzy więzi w rodzinie.
Czasami myślę, że żyjemy w jakimś matriksie. Zdrowej żywności trzeba szukać. Nie jest podstawą naszego żywienia. Zdrowy styl życia niby jest promowany ale tylko jeśli ktoś na tym zarabia. Większość z nas nie jest świadoma tego jak ważne jest zdrowe jedzenie. Lekarz nie powie nam tego, że wyleczyć się z niejednej choroby możemy poprzez zmianę diety.
Moim zdaniem ciężko jest nagle odrzucić wszystkie nawyki żywieniowe. Dlatego że, często może runąć cały Twój świat, który sobie stworzyłeś. Nie uważam też tego za bardzo zdrowe. Jeśli do tej pory odżywialiśmy się mówiąc delikatnie nienajlepiej może to być zbyt duże obciążenie dla naszego organizmu, szczególnie dla wątroby. Nie jestem lekarzem ale wydaje mi się, że nagła ilość toksyn których organizm zacznie się pozbywać może ją naprawdę zmęczyć. Do detoksu trzeba się przygotwać. Przynajmniej ja robię to stopniowo.
Na początek była to jedna zasada: nie jemy białej mąki, nie używamy cukru. Po kilku dniach doszło ograniczenie słodyczy ale nie całkowite wyeliminowanie. Jest to trudne bo zarówno mąka jak i cukier znajdują się w wielu produktach. Odrzucenie wszystkiego wydaje mi się czymś porównywalnym z rzuceniem jednocześnie kilku nałogów. W życiu, w głowie pojawia się pewna pustka. Możemu poczuć się źle. Nie jest to przyjemne ale się opłaca.
Na początku wiele rzeczy musiałam sprawdzać. Robię to do tej pory. Nie do końca wiem co kupić do jedzenia, jak to zrównoważyć. Często uczę się na własnych błędach. Np. kupuję syrop z agawy i myślę, że robię dobrze. Po czym mąż wspomina mi, że jest to wysoce przetworzony produkt. A jednak producent reklamuje go jako zdrowy i ekologiczny. Zapał słabnie. Najważniejsze żeby się nie poddawać. Jeśli zjemy bagietkę czy czekoladowego batonika nie warto się tym zamartwiać czy czuć winnym tak jakby robiło się coś złego.
Wiem, że jeżeli jem zdrowo to mi to służy. Jak czasem mówię do swoich dzieci po zjedzeniu zdrowego posiłku mój brzuszek jest szczęśliwy 🙂 Nie można się nastawiać też w ten sposób, że jeżeli zmieniam swój styl życia to od razu osiągnę spektakularne efekty. Przestanę chorować, energia będzie mnie rozpierać itp. Nie można też za bardzo się przejmować rzeczami, na które nie mamy wpływu. Skażeniem środowiska, spalinami itp. Robić to co możemy, jesteśmy w stanie i się tym cieszyć.
Uważam, że największym naszym wrogiem jest życie w ciągłym stresie. Na szczęście są techniki, które pomagają radzic sobie ze stresem, redukować napięcie. Zamierzam wprowadzić je w życie. Wiem, że to się nie stanie z dnia na dzień. Wymaga stałej pracy. Zdaję sobie sprawę, że jest tego jeszcze dużo. Ciągle się uczę.
Na dzisiaj najważniejsze jest dla mnie by codziennie zjadać coś wartościowego, zielonego, nie denerwować się z powodu błahostek.
Podziwiam ludzi którzy w jednej chwili potrafią oczyścić szafki kuchenne ze śmieciowego jedzenia i następnego dnia już żyć inaczej. Wiem, że każdy z nas jest inny i inaczej do tego podchodzi.
Jednego jestem pewna: nie chcę wracać do dawnej diety, w której było dużo białego pieczywa, ciast i deserów.
Piąteczka
