Przetworzona żywność, śmieciowe jedzenie, McShity, jak by nie nazywać to jedzenie, które nam szkodzi, a jest tego naprawdę dużo. Pomyślcie jak zmniejszyłby się asortyment sklepów gdyby tego nie było na półkach… Prowadząc obecny tryb życia zapomniałam o istnieniu tak wielkiej ilości rafinowanej żywności czego i Wam gorąco życzę.

Zastanawiałam się czy wspominać tutaj o takiej żywności, która jest uważana za najgorszą z najgorszych? Takiej, która jest nie tylko niezdrowa ale wręcz niebezpieczna? Napisać jakiej należy bezwzględnie unikać? Chyba warto zrobić sobie takie przypomnienie. W takich rankingach pojawiają się zawsze:
- wszelkie dania typu fast- food: hot dogi, sałatki z dipami, kebaby, frytki, pizze, hamburgery, nugettsy, czyli kawałki kurczaka w panierce (często mielone) smażone w głębokim tłuszczu, w których połowa to sztuczne wypełniacze i około 50% mięsa
- napoje gazowane, energetyczne, kolorowe
- oleje rafinowane, olej rzepakowy i margaryny – każda – nawet ta reklamowana jako zdrowa na serce! Reklama oleju gdzie tańczą w pięknych ludowych strojach kujawianki to wielka marketingowa ściema. Taki olej pomimo zapewnień na etykiecie, że jest z pierwszego tłoczenia i filtrowany na zimno jest rafinowany i podgrzewany do 200 stopni!!
- zupki chińskie i inne typu instant, błyskawiczne
- chipsy, popcorn
- ser żółty i topiony
- białe pieczywo
- batoniki zbożowe, ciastka, krakersy, pączki, żelki
- gotowe sosy i mieszanki przyprawowe np. dipy, dressingi do sałatek, polewy owocowe
- płatki śniadaniowe typu kółeczka, poduszki, gotowe mieszanki, musli
- wędzonki, boczek, konserwy, wędliny
Lista najgorszych z najgorszych miała być krótka. Jak wyszło sami oceńcie. Nie znajduje się na niej cukier, słodziki, syrop glukozowo-fruktozowy, sól spożywcza. Dla mnie te wyżej wymienione pozycje prócz oleju rzepakowego były znane od dawna. Teraz moje myślenie na temat przetworzonej żywności poszło dalej.
Co jeszcze jest dla mnie przetworzoną żywnością?
- wszystko co UHT i homogenizowane – np. mleko w kartonie UHT, nawet to ze znaczkiem bio, z zielonym liściem, nieważne czy roślinne czy zwierzęce, śmietana, serek,
- cukier, ksylitol, erytrytol – warto zapoznać się z tym jak przebiega proces rafinacji cukru – bio cukier to dla mnie ściema taka sama jak jasny syrop z agawy
- sól spożywcza czyli czysty chlorek sodu NaCl. czym innym jest wspaniała sól kamienna kłodawska czy sól himalajska
- mleko w proszku, także to ekologiczne dla dzieci
- makarony – może są jakieś wyjątki, chętnie się dowiem 🙂
- biały ryż
- kawa zbożowa instant
Jest to tylko kilka przykładów. Niestety nie wszystko co wydaje się zdrowe na pierwszy rzut oka, czy ma ekologiczny certyfikat, jest takie w rzeczywistości. Proces rafinacji żywności znacznie pogorszył jej jakość a nawet sprawił, że stała się szkodliwa. Tak bardzo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czas pokaże jakie to przyniesie efekty. Jednak nie radzę tego testować na naszych najbliższych.
Badania dowodzą, że cukier uszkadza pewne obszary w mózgu dziecka. U dorosłych już do takich zmian nie dochodzi. Co Wy na to?
Dzieci niejednokrotnie dostają w szkołach rakogenną, uzależniająca żywność. Czasem po kilku latach powstają kapmanie promujące zdrową żywność. Ale zazwyczaj robi się to gdy już dzieje się źle. Gdy naukowcy alarmują, że polskie dzieci tyją na potęgę. Wtedy czas wprowadzić zakaz sprzedaży chipsów i słodyczy w szkolnych sklepikach. Jednak współistnieją one z akcjami typu: Pij mleko będziesz wielki.
Dodatkowo dziecko dostaje na obiad kotleta z fabryki mięsa. Mięsa zwierząt karmionych paszami z GMO, antybiotykami. Zwierząt, które nigdy nie widziały słońca, bo całe życie spędziły w zamknięciu. Mięso, do którego dodano dozwolone ustawowo ilości trucizny aby miało jak najdłuższy termin ważności. Bo czym innym są kancerogenne dodatki do żywności.
Czemu nikt o to głośno nie zapyta? Czemu rodzice żyjąc w państwie o systemie demokratycznym, nie chcą się zrzeszać żeby razem coś zdziałać? W pojedynkę jest dużo trudniej. Wiem to z własnego doświadczenia, ale o tym innym razem.
Nie ma pieniędzy, więc kupujemy produkt niskiej jakości. Stwierdzenie „bo taniej” to na pewno nie jest rozwiązanie. Takie przykłady można by mnożyć. Ja nie chcę sprawdzać czy mój organizm dostosował się do przyjęcia takich dawek trucizny i dobrze poradzi sobie z usuwaniem dużej ilości toksyn. Wolę mu choć trochę pomóc. Mam dostęp do pewnych informacji i dzięki temu chociaż częściowy wybór.
Na koniec prosta zasada, która sprawia, że nie pogubiłam się zastanawiając czy coś jest zdrowe czy nie – im bliżej natury tym lepiej 🙂 Nie dajmy się zwariować ale i pamiętajmy, że nie wszystko jest naszpikowane chemią i tak już po prostu musi być. Wybierajmy świadomie 🙂
I jeszcze przykład. Chrupki kukurydziane nawet te z ekologicznym certyfikatem, a nie z kukurydzy genetycznie modyfikowanej nie występują w przyrodzie. Zostały poddane obróbce technologicznej. Czy warto zastanawiać się czy jeden chrupek nam zaszkodzi? Pewnie nie, ale czy to się skończy na jednym chrupku?
Jak żyć 😛
A co Wy dodalibyście do takiej listy?
Piąteczka 🙂