zupa z rzodkwi, batatów i marchewki

Prosta i smaczna zupka. Słodka i lekko pikantna. Wszystkim nam bardzo smakowała.

Do jej przygotowania nie potrzeba wielu składników.

zuparzodkiewp

Wystarczy pokroić w kostkę: pęczek rzepy, 2-3 bataty, marchewki i korzeń pietruszki (starkowałam bo dzieci nie lubią). Dodać przyprawy (u mnie: liść laurowy, ziele angielskie, sól himalajska, pieprz, papryczka chili, kurkuma, kawałek suszonego grzybka) i po kilkunastu minutach zupa jest gotowa.

Niech Was nie zmyli pieczona dynia ze zdjęcia. Jej w zupie nie ma. Upiekłam ją do innego dania.

Piąteczka

mój miesiąc na diecie eliminacyjnej

To już miesiąc na diecie eliminacyjnej.

Czuję się dobrze.

Nie mam już codziennie ochoty na wypicie kawy, zjedzenie kanapki z chorizo czy makaronu. Poradziłam sobie, umiem bez tego żyć 🙂 To jest super sprawa, że człowiek uwalnia się od uzależnień, może dobrze funkcjonować bez codziennej kawy.

Ale fajne uczucie 😀

A po miesiącu wyrabiają się już nowe nawyki. Czyżby? Przynajmniej tak się pocieszam, bo badania wskazują, że jest to sprawa indywidualna. Jednym wystarczy 18 dni by nie wracać do dawnych przyzwyczajeń i zamienić je na nowe, inna osoba może potrzebować ponad 200 dni. Jednak nie ma co się załamywać tylko uwierzyć w siebie.

Czas potrzebny do zautomatyzowania pewnych czynności zależy też od ich rodzaju. Czym innym było dla mnie przyzwyczajenie się do picia rano ciepłej wody z cytryną, a czym innym jest prawidłowe łączenie żywności. Tego jeszcze nie mogę przezwyciężyć. Starych nawyków zastąpić nowymi, nie łączyć zbyt dużej ilości produktów. I wcale mnie to nie smuci, na pewne rzeczy potrzebuję po prostu więcej czasu. Najważniejsze jest to, że nie zarzuciłam swojej diety 🙂

Dobre jest to, że część posiłków łączę coraz lepiej i nie wydają mi się one przy tym niekompletne. Jest także wiele technik, które mogą nam pomóc w wyrobieniu nowych nawyków. Zamierzam z nich skorzystać.

Piąteczka

dzień dwudziesty :)

Mam nadzieję, że nie zanudzę Was moim dzisiejszym wpisem. Tak to już dwudziesty dzień na zmienionej diecie.  Nie wiedziałam, że tak szybko nam to minie. W dodatku bez żadnej męczarni. Świadomośc tego, że je się lub pije coś zdrowego i dobrze wpływającego na nasz organizm poprawia samopoczucie. Uczę się prawidłowo komponować posiłki i coraz lepiej mi to wychodzi.

Jak wygląda mój poranek?

Śniadania pozstały bez zmian. Jemy płatki owsiane zalewane na noc wodą. Rano wypijam dwie szklanki letniej wody z cytryną, bo jedna już mi nie wystarcza 🙂 W międzyczasie dodaje do miseczek świeże owoce i zjadam płatki po 30 minutach od wypicia wody. Czasami robię sok w wyciskarce. Wtedy też zachowuję 30 minutowy odstęp czasu między posiłkiem a piciem.

Jakie mam odczucia na diecie?

Jest dobrze, ale na pewno nie ma spektakularnych efektów. Myślę, że to przez ograniczenie spożycia glutenu. Nie jemy makaronów, bardzo mało chleba żytniego na zakwasie. Zdarzają się też drobne odstępstwa. Jest ich jednak tak niewiele, że mogę je od razu wymienić: trzy kawy (oczywiście organic) z kawiarki i drink ze znajomymi. To wszystko. Zazwyczaj prawidłowo łączymy pokarmy.

Warzywa z kaszą to chyba podstawa naszych ciepłych posiłków. Jemy też desery ale plan to zakładał. Rządzą pyszne budynie jaglane na mleku kokosowym z owocami i jogurty z owocami. Nie używamy żadnych słodzideł, nawet miodu. Nie jemy też suszonych owoców. Nie odbieram tego jako dyskomfort i zdecydowanie nie chcę przerywać diety, bo czuję się na niej lepiej.

Piąteczka 🙂

dieta to nie wszystko

Dzisiaj mija tydzień od kiedy jesteśmy z mężem na detoksie. Można to też nazwać dietą eliminacyjną. Grunt, że chcemy oczyścić organizmy. Nie są to żadne drastyczne metody, więc pewnie trochę to potrwa. Zdecydowaliśmy się na razie na 2 miesiące zmienionej diety, a nie jakiś katorżniczy osłabiający tydzień. Ma być przyjemnie i nie chodzimy głodni. A propos dobrze jest się ruszyć z kanapy i potruchtać czy pospacerować na świeżym powietrzu. A super gdy jeszcze prawidłowo oddychamy i dotleniamy całe ciało 🙂 Kto spróbuje za mnie? 😉 Potrzebuję chyba trenera osobistego…. Albo kopa w ….

Także po tygodniu detoksu stwierdzam, że dieta nie jest najważniejsza. 

Powtarzając za doktor  Górnicką: najważniejsze jest prawidłowe oddychanie, dalej nawadnianieruch na świeżym powietrzu lub jakakolwiek aktywnośc fizyczna i  wreszcie prawidłowa dieta – tego należy się trzymać, a jak jest to każdy wie – patrzmy na siebie holistycznie. To chyba są filary, na których powinno się opierać. Nic mądrzejszego nie przychodzi mi do głowy 🙂 Aktywność uspokaja myśli, za oknem świeci słońce nie pozostaje więc nam nic innego. Ruszamy na spacer i siłownie do parku Cinquantenaire skoro mamy taką możliwość.

Piąteczka życzy dotlenienia 🙂

Przetworzona żywność

Przetworzona żywność, śmieciowe jedzenie, McShity, jak by nie nazywać to jedzenie, które nam szkodzi, a jest tego naprawdę dużo. Pomyślcie jak zmniejszyłby się asortyment sklepów gdyby tego nie było na półkach… Prowadząc obecny tryb życia zapomniałam o istnieniu tak wielkiej ilości rafinowanej żywności czego i Wam gorąco życzę.

eat

Zastanawiałam się czy wspominać tutaj o takiej żywności, która jest uważana za najgorszą z najgorszych? Takiej, która jest nie tylko niezdrowa ale wręcz niebezpieczna? Napisać jakiej należy bezwzględnie unikać? Chyba warto zrobić sobie takie przypomnienie. W takich rankingach pojawiają się zawsze:

  1. wszelkie dania typu fast- food: hot dogi, sałatki z dipami, kebaby, frytki, pizze, hamburgery, nugettsy, czyli kawałki kurczaka w panierce (często mielone)  smażone w głębokim tłuszczu, w których połowa to sztuczne wypełniacze i około 50% mięsa
  2. napoje gazowane, energetyczne, kolorowe
  3. oleje rafinowane, olej rzepakowy i margaryny – każda – nawet ta reklamowana jako zdrowa na serce! Reklama oleju gdzie tańczą w pięknych ludowych strojach kujawianki to wielka marketingowa ściema. Taki olej pomimo zapewnień na etykiecie, że jest z pierwszego tłoczenia i filtrowany na zimno  jest rafinowany i podgrzewany do 200 stopni!!
  4. zupki chińskie i inne typu instant, błyskawiczne
  5. chipsy, popcorn
  6. ser żółty i topiony
  7. białe pieczywo
  8. batoniki zbożowe, ciastka, krakersy, pączki, żelki
  9. gotowe sosy i mieszanki przyprawowe np. dipy, dressingi do sałatek, polewy owocowe
  10. płatki śniadaniowe typu kółeczka, poduszki, gotowe mieszanki, musli
  11. wędzonki, boczek, konserwy, wędliny

Lista najgorszych z najgorszych miała być krótka. Jak wyszło sami oceńcie.  Nie znajduje się na niej cukier, słodziki, syrop glukozowo-fruktozowy, sól spożywcza. Dla mnie te wyżej wymienione pozycje prócz oleju rzepakowego były znane od dawna.  Teraz moje myślenie na temat przetworzonej żywności poszło dalej.

Co jeszcze jest dla mnie przetworzoną żywnością?

  • wszystko co UHT i homogenizowane – np. mleko w kartonie UHT, nawet to ze znaczkiem bio, z zielonym liściem, nieważne czy roślinne czy zwierzęce, śmietana, serek,
  • cukier, ksylitol, erytrytol – warto zapoznać się z tym jak przebiega proces rafinacji cukru – bio cukier to dla mnie ściema taka sama jak jasny syrop z agawy
  • sól spożywcza czyli czysty chlorek sodu NaCl.  czym innym jest wspaniała sól kamienna kłodawska czy sól himalajska
  • mleko w proszku, także to ekologiczne dla dzieci
  • makarony – może są jakieś wyjątki, chętnie się dowiem 🙂
  • biały ryż
  • kawa zbożowa instant

Jest to tylko kilka przykładów. Niestety nie wszystko co wydaje się zdrowe na pierwszy rzut oka, czy ma ekologiczny certyfikat, jest takie w rzeczywistości. Proces rafinacji żywności znacznie pogorszył jej jakość a nawet sprawił, że stała się szkodliwa. Tak bardzo, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czas pokaże jakie to przyniesie efekty. Jednak nie radzę tego testować na naszych najbliższych.

Badania dowodzą, że cukier uszkadza pewne obszary w mózgu dziecka. U dorosłych już do takich zmian nie dochodzi. Co Wy na to?

Dzieci niejednokrotnie dostają w szkołach rakogenną, uzależniająca żywność. Czasem po kilku latach powstają kapmanie promujące zdrową żywność. Ale zazwyczaj robi się to gdy już dzieje się źle. Gdy naukowcy alarmują, że polskie dzieci tyją na potęgę.  Wtedy czas wprowadzić zakaz sprzedaży chipsów i słodyczy w szkolnych sklepikach. Jednak współistnieją one z akcjami typu: Pij mleko będziesz wielki.

Dodatkowo dziecko dostaje na obiad kotleta z fabryki mięsa. Mięsa zwierząt karmionych paszami z GMO, antybiotykami. Zwierząt, które nigdy nie widziały słońca, bo całe życie spędziły w zamknięciu. Mięso, do którego dodano dozwolone ustawowo ilości trucizny aby miało jak najdłuższy termin ważności. Bo czym innym są kancerogenne dodatki do żywności.

Czemu nikt o to głośno nie zapyta? Czemu rodzice żyjąc w państwie o systemie demokratycznym, nie chcą się zrzeszać  żeby razem coś zdziałać? W pojedynkę jest dużo trudniej. Wiem to z własnego doświadczenia, ale o tym innym razem.

Nie ma pieniędzy, więc kupujemy produkt niskiej jakości. Stwierdzenie „bo taniej” to na pewno nie jest rozwiązanie. Takie przykłady można by mnożyć. Ja nie chcę sprawdzać czy mój organizm dostosował się do przyjęcia takich dawek trucizny i dobrze poradzi sobie z usuwaniem dużej ilości toksyn. Wolę mu choć trochę pomóc. Mam dostęp do pewnych informacji i dzięki temu chociaż częściowy wybór.

Na koniec prosta zasada, która sprawia, że nie pogubiłam się zastanawiając czy coś jest zdrowe czy nie –  im bliżej natury tym lepiej 🙂 Nie dajmy się zwariować ale i pamiętajmy, że nie wszystko jest naszpikowane chemią i tak już po prostu musi być. Wybierajmy świadomie 🙂

I jeszcze przykład. Chrupki kukurydziane nawet te z ekologicznym certyfikatem, a nie z kukurydzy genetycznie modyfikowanej nie występują w przyrodzie. Zostały poddane obróbce technologicznej. Czy warto  zastanawiać się czy jeden chrupek nam zaszkodzi? Pewnie nie, ale czy to się skończy na jednym chrupku?

Jak żyć 😛

A co Wy dodalibyście do takiej listy?  

Piąteczka 🙂

odkładanie na później

Ostatnio ciężko było mi się zmobilizować, żeby zajrzeć na własnego bloga i dodać nowy wpis. Dużo rzeczy odkładałam na później i było tak jak mówiła Scarlett O’Hara: „Pomyślę o tym jutro”. To jutro trwa już kilka miesięcy i czas zmierzyć się z rzeczywistością 🙂

Żeby było przewrotnie –  jutro – 14 października – zaczynamy z mężem detoks. Z wielkiej potrzeby, a nie przymusu. Przyznam, że od wakacyjnego wyjazdu nasza dieta uległa pogorszeniu i aż do tej pory trochę ją sabotowaliśmy. Jednak jesteśmy już tym zmęczeni. Spadek energii jest wyraźny więc postanowiliśmy wziąć się za siebie. Oznacza to dla nas również kolejne porządkowanie życia. Życie z planem dnia, tygodnia czy miesiąca. Może nie każdemu to służy ale ja chętnie (jeszcze mam zapał) wejdę w te trybiki.

Jak będzie wyglądać nasza dieta?

 

Naszym założeniem jest być na diecie bez cukru, pszenicy, mleka i przetworzonej żywności przez dwa miesiące. Podobno tyle wystarczy żeby zregenerować jelita. A w jelitach jest 80% naszej odporności.

Co się zmieni?

Czyli czego jeszcze nie było…

  • rezygnujemy z makaronów (jemy pełnoziarniste bio). Może zdarzyć się, że zjemy makaron ryżowy z warzywami.
  • żadnej pszenicy, jak najmniej glutenu, a więc odpada też np. kuskus bio
  • nie pijemy do posiłku ale pół godziny przed lub dwie godziny po
  • ruch na świeżym powietrzu, spacery, bieganie, gimnastyka, trenign interwałowy
  • nie używamy oleju rzepakowego, choć już od ponad roku to chciałam to podkreślić

Nie jest to jakaś określona, konkretna dieta. Z moich założeń wychodzi na to, że będzie bardzo przypominać dietę dr Haya. Wdrażam też zasady dr Fuhrmana przedstawione w książce: „Zdrowe dzieciaki”. Inspiracją i źródłem wiedzy są też dla mnie książki dr Górnickiej, B. Pawlikowskiej czy książka K. Lewko: „Leczenie dobrą dietą” ale jest jeszcze  kilka innych cennych pozycji.

Nie chcę tu promować żadnych konkretnych diet, ale zdrowe odżywianie z wykorzystaniem reguł prawidłowego łączenia produktów. Nie zamierzam eliminować zdrowych rzeczy, co ma miejsce w wielu dietach. Ale nie oszukujmy się, są to zazwyczaj diety, które ludzie często stosują aby schudnąć. To nie jest moim celem. Nie mam zbędnych kilogramów. A nawet gdybym miała to moim celem jest bycie zdrową, zadowoloną, pełną energii osobą.

Biorę swoje życie we własne ręce, nie czekam, tylko żyję tu i teraz 🙂 Chcę mieć powera, a nie popijać kawkę, chodzić senna i zwalać to na niskie ciśnienie, kiepską pogodę czy porę roku. W tym roku dostałam też bardzo ważną lekcję – POKORY. Wiem, że nie wszystko zależy ode mnie i nie wszystko mogę sobie zaplanować ale zrobię co mogę by było lepiej.

Zasady łączenia żywności

Wiem, że zdrowe odżywianie dla każdego może oznaczać coś innego. Dla jednej osoby zdrowym daniem będzie kasza z mięsem i surówką. Może nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że to źle skomponowany posiłek.  Zazwyczaj najsłabszą wiedzę mamy o tym jak łączyć pokarmy żeby odpowiednio się trawiły. Jak komponować posiłki, by nie jeść np. węglowodanów z białkiem, bo do ich strawienia potrzebne są inne enzymy. Przyznam, że lata przyzwyczajeń też robią swoje. Często nie wiemy czy i jak można inaczej. Gdy usłyszymy by nie jeść wędliny, zwykłych kanapek, które jedliśmy przez całe zycie, może wydawać się to niemożliwym do zrealizowania. Po ponad roku – czasu zmagań ze sobą i własnymi słabościami zapewniam, że jest to możliwe. Wymaga to tylko trochę determinacji na początku i zmiany sposobu myślenia. Jak już pisałam we wcześniejszym poście radykalne zmiany nie wydają mi się dobre. Obciążają za mocno nasz organizm, szczególnie wątrobę i psychikę. Starczy na dzisiaj.

Przygotowania do detoksu rozpoczęte!!!! Może ktoś  dołączy? Trzymajcie kciuki  🙂

Ps. Jutro wpis o tym co kryje się dla mnie pod słowami przetworzona żywność.

Piąteczka  🙂

ryż po tajsku

Aromatyczny ryż z warzywami i jajkiem. Danie jest sycące. Podałam z pokrojonym w słupki ogórkiem polanym pysznym winegretem .

ryztajski

Składniki:

  • 1 szklanka brązowego ryżu
  • 2 jajka
  • 1 papryka
  • biała część pora
  • 5-6 cm kawałek imbiru
  • papryczka chili
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 4 łyżki oleju sezamowego
  • 4 łyżki sosu sojowego
  • sok z 1 limonki
  • podprażone ziarna sezamu (użyłam czarnego i pełnoziarnistego)
  • garść mięty
  • garść kolendry
  • kilka gałązek szczypiorku

Piąteczka

 

muffinki marchewkowo-pomarańczowe

hdr_9076Składniki (24 sztuki):

  • 3 nieubite szklanki marchewki (użyłam pulpy pozostałej po wyciskaniu soku w wyciskarce)
  • 2 szklanki mąki owsianej
  • 1 1/2 szklanki mąki orkiszowej
  • 1/2 szklanki mąki kokosowej
  • 4 jajka
  • kilka łyżek miodu
  • 200 gram masła / oleju kokosowego
  • sok z 3 pomarańczy około 300 ml
  • skórka starta z 2 pomarańczy
  • łyżeczka cynamonu
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • garść posiekanych orzechów
  • garść posiekanych daktyli

muffiny

Polewa:

  • skórka starta z 1 pomarańczy
  • jogurt naturalny (kilka łyżek)
  • mąka kokosowa
  • sok z limonki/cytryny
  • miód

 

 

Powidła śliwkowe

Zachęcam by samodzielnie zrobić w domu powidła śliwkowe. Mamy wtedy gwarancję, że są zdrowe i bez cukru.  Najlepsze są dojrzałe, miękkie śliwki węgierki ale nadają się też inne odmiany.

Składniki:

  • śliwki (zrobiłam z 3 kg)

 

Przygotowanie:

Śliwki myjemy. Przekrajamy na pół. Usuwamy pestki. Wkładamy do grubego szerokiego garnka i gotujemy  (smażymy) na małym ogniu przez około trzy godziny, co jakiś czas mieszając. Drugiego i trzeciego dnia czynność powtarzamy, aż powidła będą miały odpowiednią, gęstą, brązową konsystencję. Gorące przekładamy w wyparzone słoiczki, zakręcamy i przechowujemy w chłodnym miejscu.

Piąteczka

tajska sałatka z mango

Zmodyfikowana wersja som tam – klasycznej sałatki kuchni tajskiej. Zamiast mango można oczywiście użyć papai, ewentualnie zielonego ogórka. Aromatyczne połączenie słodkiego mango, ostrej papryczki chili, czerwonej cebuli i orzeźwiającej mięty. Lekkie, świeże danie o wyraźnym smaku.

tajska

Składniki:

  • 1 mango
  • 1 mała cukinia
  • 1/3 czerwonej papryki
  • 1 mała czerwona cebula
  • 2 gałązki szczypiorku
  • papryczka chili
  •  dwie garści mięty
  • garść kolendry
  • garść posiekanych nerkowców

sos:

  • sok z połowy limonki
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 2 łyzki oleju sezamowego
  • 1 łyżeczka syropu klonowego lub miodu

Przygotowanie:

Do  miseczki wlewamy wszystkie składniki sosu i mieszamy. Mango obieramy i kroimy na drobne paski (w zapałki). To samo robimy z cukinią i papryką. Czerwoną cebulę kroimy w piórka, szczypiorek i miętę siekamy. Z chili wyjmujemy pestki i drobno kroimy. Wszystko mieszamy w misce. Posypujemy kolendrą i orzechami nerkowca. Polewamy sosem.

Piąteczka