Ach jak mi było tęskno za pewnym rytuałem, który miał miejsce w naszym mieszkaniu. Sama go stworzyłam. Jeśli tylko mój mąż był w domu w godzinach południa często robił nam kawę. Dla mnie obowiązkowo espresso z gorącym spienionym mlekiem czyli popularne latte. Córeczka z radością zjadała piankę z łyżeczki:) Do tego zawsze musiało być coś słodkiego, coś co wcześniej upiekłam albo zrobiłam. A to kruchy placek ze śliwkami, torcik, lody, tiramisu… Uwielbiałam te chwile kiedy siadaliśmy razem przy stole, a w słoneczne dni na tarasie 🙂 Aż tu nagle czegoś zabrakło. Nie ma wspólnej kawy i ciasta. Można by powiedzieć, że nie ma przy czym usiąść. Zapach kawy nie unosi się w domu słonecznym popołudniem. Nie wbijam widelczyka w kawałek pysznej słodkości. Mhm… zatęskniłam za całą otoczką tych popołudniowych miłych chwil. Na szczęście czas pokazał, że można wytworzyć nowe rytuały lub zmodyfikować stare. Teraz pijemy razem smoothies, sok pomarańczowy, nadal gramy w Carcassonne 🙂

Piąteczka